Nie wiem skąd mi się to wzięło, ale tak mam i już. Konie to moja miłość
najważniejsza... A właściwie nie konie- tylko araby, bo kopytne dzielą
się na: konie i araby;) Największe szczęście w Świecie na arabskim leży
grzbiecie. A jeżeli do tego ten arab galopuje po zielonych górach a obok
jadą przyjaciele to już macie PEŁNIĘ SZCZĘŚCIA DAGUNI! =)
Dojrzewanie do koni czystej krwi zabrało mi trochę czasu. Z sentymentem
wspominam mojego pierwszego wierzchowca- śląską
w typie Magię a potem skośnooką Czajkę. Dalej były hucułki: płomienna
rozrabiaka Simba i wrażliwa czarnowłosa Wena.
W końcu On- pierwszy arab- piękny cisawy Farah-Chan, czyli po prostu
Arbuz. Był spełnieniem wszystkich moich marzeń... Nie dojechał do domu-
tragiczny wypadek skierował go za Tęczowy Most zanim zdążyłam poczuć, że
naprawdę jest mój.
Teraz mam w przydomowej stajni dwie moje miłości: gniadego pieszczoszka
Eskarona przezywanego Ptysiem i młodziutkiego ale dumnego Złotografa-
dla nas Pajac lub też po prostu Złociutki.
Jest pięknie;)

  INSPIRE